I już po spacerku.
Grześ był taki kochany.
Na początku trochę go denerwował jego brat,ale potem się przyzwyczaił.
Byliśmy w parku.
Chyba tam trochę brudno mieli,bo mieliśmy całe stopy brudne.
Poszliśmy je umyć w rzece.
Woda była taka cieplutka.
Grzegorz wylatał się za wszystkie czasy.
Na końcu nam zasnął.
Robert też nie dał nam popalić.
Większość czasu spał.
A jak się budził to nie płakał.
Jaki on leciutki.
Nosiliśmy go na zmiane z Arturem.
Nie chciał go brać na ręce,bo stwierdził,że nie umie.
Jak spróbował raz to już mógł to robić do samego końca.
Zabraliśmy Grzesia do sklepu.
Wybrał sobie te właśnie klocki. 
Artur był sponsorem.
Kupił nam zabawki.
Lody.
Frytki.
I dużo picia. 
Robertowi kupił gruchawkę.
Było super.
Jak dorosnę to będe opiekunką do dzieci.
Albo nie...
Będe prowadzić wózki za rodziców :P